środa, 27 lutego 2008

pretensjonalnie

biedna jestem jak mysz kościelna. Ale nie przeszkadza mi to w byciu szczęśliwą. Myślę, że inni mają jeszcze mniej, więc staram się im pomagać od czasu do czasu.

Tak więc, w miarę moich możliwości, wspomagana nie swoimi funduszami, skleciłam maleńką paczuszkę do domu. Jasne że chciałabym większą. Ale nie mogę. Tak długo jak nie pracuję, po prostu nie mam jak. Komponowałam tę paczuszkę dwa miesiące. Tyle mi zajęło uzbieranie funduszy na te kilka rzeczy. Wysłałam. Dotarła.

"Koszulka mnie obciska i do tego prześwituje jak huj. Nie było jakiś bluz? Tusz skleja. Jakiś szajski. [...] Fajnie, ja też się wkurzyłam, bo bokserka za mała, a tu skleja, więc na skype se już nie pogadacie. Ja jestem szczera i już. No cóż, mimo tego pasowałoby podziękować, więc dziękuję"

Ależ proszę...

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Home | Contact