Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Pennsylvania. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Pennsylvania. Pokaż wszystkie posty

poniedziałek, 9 marca 2009

Dzień numer jeden - piątek 03.06.09

W piątkowy poranek wsiadłam w pomarańczową linię kolejki, i dotarłam na Midway, skąd miał odlatywać mój samolot do Pittsburgha, gdzie czekał na mnie Rafik. Pogoda w Chicago była piękna, i rozkoszowałam się nią mocno, przygotowując się na obiecywane trzy dni deszczu w Pensylwanii.


W Pittsburghu deszczu jednak nie było widać... Rafał szczerzył zęby już od samego początku - wiedziałam, że czy deszcz, czy nie, to będzie fajny weekend. Już w samochodzie dowiedziałam się, że Rafał kupił bilety na sobotę na 'Disney on Ice' - show fakt faktem dla dzieci, gdyż głównymi bohaterami są bohaterowie bajek Disneya, ale dla podniesienia poprzeczki występujący na lodzie. Pomysł spodobał się od razu. Rafik zaraz dodał, że to nie koniec niespodzianek na ten weekend, i nie dawał wydusić z siebie żadnych wskazówek o co chodzi.


Dojechaliśmy do Seven Springs, docelowego miejsca naszej podróży. Ulokowaliśmy sie w hotelu, Rafał dokręcił wiązania do mojej deski, i choć na początek przykręcił lewe wiązanie po prawej, a prawe po lewej, to szybko się poprawił ;).


Kiedy wyszliśmy na stok, po słońcu zostało już tylko wspomnienie. Pod osłoną ciemności spróbowaliśmy jazdy na halfpipe-ie po raz pierwszy w życiu. Dobrze, że nikt nas nie widział. Następnego dnia szło nam już lepiej. W znaczeniu średnia z moich i Rafała wyczynów w stosunku do poprzedniego dnia była lepsza, ale tylko dzięki zasługom mężulka ;). Na koniec pooglądaliśmy jak skaczą ci bardziej zaawansowani, i zmęczeni uciekliśmy do pokoiku.

Dzień numer dwa - sobota 03.07.09

Nie, zapowiadanego deszczu dalej nie było widać. Słońce przygrzewało mocno, i było na prawdę gorąco. Warunki były bardzo różne, na niektórych trasach jeździło się bezproblemowo, na innych to tu to tam prześwitywało błoto, lub woda lała się strumieniem przez środek trasy, ale w efekcie jazda po takim torze z przeszkodami dawała całkiem niezłą frajdę - nie było monotonnie, i trzeba się było nieźle nakombinować, żeby nie wylądować w kałuży.


Po obiedzie zwinęliśmy się do hotelu, odświeżyliśmy się troszeczkę, i pojechaliśmy do Mellon Arena w Pittsburghu na Disney Show on Ice. Pani z ochrony pozwoliła mi wnieść mój śmiercionośny aparat fotograficzny do środka, mam więc kilka zdjęć z show.

Dzień numer trzy - niedziela 03.08.09

Dzień numer trzy. Obudziliśmy się o 10:05. Śniadanie w hotelu serwowano do 10:00, posililiśmy się więc resztkami pizzy z dnia poprzedniego, i szybko spakowaliśmy bagaże. Wtedy też zorientowaliśmy się, że nasze telefony wskazują godzinę 11:45, i zrozumieliśmy, że w nocy nastąpiła zmiana czasu. Kolejna godzina do tyłu... ale przynajmniej wyspaliśmy się jak należy. Najpierw postanowiliśmy wykorzystać bilety na snowtubing...


Po snowtubingu wyszaleliśmy się jeszcze na snowboardach. Było tak ciepło, że nie było sensu zakładać na siebie kurtki.... Niestety bez odpowiedniego ubrania nawet najmniejsza wywrotka robi się mało przyjemna:


W drodze na lotnisko złapał nas spóźniony deszcz. Odprawiliśmy deski, i zaglądnęliśmy do Fridays po ukochane żeberka w przepysznym sosie Jacka Danielsa (to już taka nasza mała tradycja). Nasz samolot miał być opóźniony o 2 godziny, jednak dzięki nieoczekiwanej poprawie pogody wylecieliśmy praktycznie zgodnie z planem.


Dolecieliśmy do Chicago, i zamiast jechać prosto do domku, Rafał poprosił taksówkarza o podjechanie do naszego biura. Jak się okazało, oczekiwała tam na niego ważna przesyłka... w której znajdował się ostatni element niespodzianki dla żonki. Więcej szczegółów jutro ;).

piątek, 6 marca 2009

bon voyage

Weekend poza Chicago. Ma być 18 stopni Celcjusza i deszcz przez cały weekend... idealna pogoda na deskę, nieprawdaż? Osprzęt jednak zapakowany, i jedzie ze mną. Tak, buty i wiązania zajmują większą część bagażu.

(wbrew pozorom zapowiada się super weekend)

poniedziałek, 8 grudnia 2008

Niespodzianki od Jane

... mojej szefowej po stronie byłego klienta.

czwartek, 4 grudnia 2008

Ostatni lot do Pittsburgha

Tylko w tym roku razem z Rafałem wykorzystaliśmy łącznie 68 biletów na loty na trasie Pittsburgh - Chicago, z czego na samego Rafała przypadają 44 loty. Obawiam się, że nie będę miała okazji go dogonić, ponieważ wraz z końcem tego tygodnia skończyłam pracę nad tym projektem. Koniec latania do Pittsburgha. I wstawania o 4:15 rano by złapać samolot o 6:30.

piątek, 24 października 2008

Pittsburgh

Home | Contact